Polska, czyli Wielki Projekt

Polska Wielki Projekt

Przedstawienie głębokiej wizji przyszłości Polski jest niemożliwe bez zinterpretowania historycznych procesów, kształtujących naszą teraźniejszość, często o charakterze długiego trwania. Historia naszej wspólnoty narodowej, która powinna być opowiadana na nowo (reinterpretowana) przez kolejne pokolenia w horyzoncie ich dylematów, nie jest dla nas przejrzysta.

Nie rozumiejąc własnej przeszłości, nie zrozumiemy samych siebie. Ale też skupiając się zbytnio na samych sobie, nie zrozumiemy wyzwań, które przed nami stoją.

Wielkie zerwanie

Od ponad sześćdziesięciu lat Polska przechodzi proces, który Francis Fukuyama nazwał „wielkim zerwaniem’ (the Great Disruption). Istota tego zjawiska polega na tym, że o ile rozwój technologiczny i gospodarczy odbywa się w sposób liniowy, o tyle procesy społeczno-moralne mają raczej charakter cykliczny. Każda rewolucja gospodarcza (agrarna, przemysłowa i informatyczna) pociąga za sobą zasadniczą rekonfigurację porządku normatywnego. Fukuyama zgadza się, że kryzysy i następujące po nich rewolucje epistemologiczne i technologiczne popychają do przodu naukę i gospodarkę, ale nie podziela naiwnej oświeceniowej wiary w to, że istnieje paralelny proces rozwoju moralnego. Pokazuje raczej, że kryzysy te skutkują Wielkim Zerwaniem wartości społecznych – rozpadem ustalonych sposobów życia i modeli władzy, zerwaniem więzi społecznych, zużyciem zgromadzonych kapitałów zaufania. To zerwanie więzi nie jest tylko złudzeniem wynikłym z nostalgii konserwatywnych intelektualistów, hipokryzji czy słabej pamięci. Można je obserwować w statystykach mierzących kondycję społeczną: przestępczości, uzależnieniach, rozwodach, gorszych wynikach edukacyjnych i zredukowanych możliwościach, czy wreszcie niskim poziomem zaufania. Jednak Fukuyama – jako neokonserwatysta podzielający arystotelejskie przekonanie o społecznej naturze człowieka – pokazuje także, że ostatecznie po zerwaniu następuje powolny proces odbudowy więzi zawsze już jednak w innej, dostosowanej do nowej rzeczywistości postaci. To odbudowanie, ponowne zawiązanie rozerwanych więzów jest zadaniem stojącym dzisiaj przed nami.

Upadłe projekty modernizacyjne

W przypadku Polski, mamy do czynienia ze szczególnie powikłanym przypadkiem tej ogólnie zarysowanej dynamiki modernizacyjnej. Polski projekt narodowy z drugiej połowy XVIII w, najnowocześniejszy w tej części Europy, został. zniszczony przez akt kolonizacji. Rozbiory Polski zakończyły kolonizacje Europy Środkowej. W 1795 roku Polska przestala istnieć jako reprezentantka własnych interesów, a polski naród stracił możliwość zbudowania realizującego te interesy nowoczesnego aparatu państwa oraz wytworzenie towarzyszącej mu kultury. Stan kolonialny przynosił uzależnienie ekonomiczne, hamował rozwój społeczeństwa, wprowadzał patologie społeczne i kulturalne, przekształcał mapy mentalne świata i niwelował prestiż. Proces przechodzenia przez rewolucję industrialną, dokonywał różnymi prędkościami oraz przy zmiennym poziomie autonomii i kontroli jego przebiegu (II RP i PRL).

Społeczeństwem przemysłowym Polacy stali się dopiero w epoce Gierka, kiedy ilość pracowników zatrudnionych poza rolnictwem przekroczyła liczbę zatrudnionych w rolnictwie. Był to moment kulminacji projektu, który gierkowscy stratedzy nazywali „rozwiniętym społeczeństwem socjalistycznym”. Ale była to wciąż próba przeprowadzenia modernizacji marksistowskiej, konkurencyjnej wobec kapitalistycznej. Jej dwie odsłony – radykalna, stalinowska, a później gierkowska – okazały się pomyłką i zakończyły się dekadą rewolucji moralnych, stagnacji społecznej i kryzysu gospodarczego lat osiemdziesiątych. Ponosząc pełnię kosztów gwałtownej, a jednocześnie jałowej transformacji, Polacy nie stali się społeczeństwem kapitalistycznym – kultura kontraktu nie istniała, a zaufanie było systemowo niszczone przez policję polityczną. Niedokończony, upadły projekt „rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego” zastąpiony został przez nowy projekt budowy „społeczeństwa post-industrialnego” (choć słowo „projekt” nie może tu być rozumiane w sposób ścisły). Innymi słowy, jedno Wielkie Zerwanie, będące wynikiem modernizacji komunistycznej, przeszło w kolejne Wielkie Zerwanie związane z transformacją kapitalistyczną. Nie przestając do końca być społeczeństwem agrarnym, nie zostawszy społeczeństwem przemysłowym, Polacy mieli zostać społeczeństwem informacyjnym.

Gdzie jesteśmy?

Po dwudziestu latach budowy tego nowego porządku, widać jak niesłychanie trudnym zadaniem jest modernizacja i jak duże zasoby (elity, normy, instytucje) trzeba posiadać, by ją przeprowadzać. Jej naiwne, powierzchowne, imitacyjne rozumienie odpowiada w dużej mierze za irytująco dużą ilość błędów, które popełniliśmy, ale wynika też dość jasno z kosztów katastrof narodowych ostatnich 200 lat. Brakuje nam jednolitej i wolnej od mikromanii narracji narodowej, sprawnego aparatu i nowoczesnej kultury państwa, kapitałów finansowych i społecznych potrzebnych do inwestycji i budowy instytucji, ale też po prostu tysięcy ludzi, których talenty lub życie straciliśmy w wyniku eksterminacji, emigracji, czy po prostu braku możliwości rozwoju.

Po dwudziestu latach widzimy także, że tzw. późna modernizacja nie przyjeżdża w teczce doradcy z Waszyngtonu, który zastąpił doradcę z Moskwy, czy w opasłych tomach aquis communitare implementowanych do polskiego prawa, ale zawsze musi być wynikiem suwerennego procesu planowania łączącego imitację z innowacyjnością, osadzającego modernizację w lokalnej tradycji. Widać dziś wyraźnie, jak w wyniku niskiej jakości elit wytrąciliśmy sobie z ręki różne strategie i narzędzia modernizacyjne – leapfrogging, developmental state, dependent development, które państwom takim, jak Chiny, Korea, Finlandia, Brazylia, czy Turcja pozwoliły na transformację przy zachowaniu maksimum kontroli nad jej przebiegiem. Innymi słowy, wszystkie udane przypadki modernizacji w drugiej połowie XX wieku, zakładały istnienie pewnej elity (wojskowej, naukowej, biznesowej, urzędniczej, menedżerskiej) skupionej na własnej suwerenności, z nią wiążącej swoje własne powodzenie i twardo negocjującej jej ewentualne uszczuplenie.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat nie potrafiliśmy narzucić sobie dyscypliny, bez której udana modernizacja jest możliwa. Budowaliśmy swoje państwo z automatycznym założeniem jego niesamodzielności geopolitycznej (np. członkostwo w NATO jako gwarancja). Zużywaliśmy pozostawione po komunizmie zasoby (np. energetyka, kolej, system edukacyjny), nie odtwarzając ich. Stopniowo amortyzowaliśmy koszty zmian społecznych za pomocą systemu zabezpieczenia społecznego (np. wcześniejsze emerytury były pozostałością stanu wojennego), przerzucając je ostatecznie na przyszłe pokolenia. Zaniedbując politykę prorodzinną i utrzymując przez dwadzieścia lat dzietność poniżej poziomu odtwarzalności, kolejny raz w ostatnim stuleciu wysłaliśmy w świat milion emigrantów z ostatniego wyżu demograficznego, wcześniej ponosząc koszt ich (marnego) wykształcenia. Rozbudowaliśmy autoteliczny, ekstensywny i nieefektywny sektor biznesu edukacyjnego, nie umiejąc wykorzystać i rozwinąć istniejących po gierkowskiej modernizacji zasobów naukowo-badawczych (politechniki, JBR-y, biura projektowe). Dysponując niebywałą koniunkturą geopolityczną, nie zbudowaliśmy państwowej elity (polityczno-biurokratycznej), ulegając antywspólnotowym fobiom wąskich środowisk kosmopolitycznego establishmentu intelektualnego.

Konserwatywna modernizacja

Jaka jest zatem wizja Polski XXI. wieku wg Instytutu Sobieskiego? Nie da się jej wyczerpać w tak krótkim tekście. Można ją co najwyżej rozpisać na kilka podstawowych zadań.

– Budowa establishmentu i instytucji wiedzy

Polska rozpaczliwie potrzebuje narodowego establishmentu z prawdziwego zdarzenia. Tego, co jeden z amerykańskich bankierów określił w następujący sposób: „Establishment to ludzie, którzy stali się liderami, ponieważ są pewni siebie i wysoce kompetentni w swoich dziedzinach.” Odpowiedź na pytanie, czy polskie elity składają się z ludzi pewnych siebie i/ponieważ kompetentnych, w sposób oczywisty musi być negatywna. Podobnie jak odpowiedź na pytanie, czy mamy w Polsce system kształcenia tego typu ludzi i czy mamy określone ścieżki awansu dla nich. Niezmiernie istotne jest uświadomienie sobie, że tego rodzaju establishment towarzyszył każdemu wartościowemu polskiemu projektowi modernizacyjnemu – kazimierzowskiemu, zygmuntowskiemu, oświeceniowemu, międzywojennemu, a nawet częściowo gierkowskiemu. Wzorcowy z naszego dzisiejszego punktu wiedzenia establishment stanowili tacy ludzie, jak Konarski, Kołłątaj, Poczobutt, Piramowicz i Czacki. Posiadając szerokie horyzonty i dojrzałość polityczną, projektowali i tworzyli oni nowoczesne instytucje oświaty i wychowania – Collegium Nobilium (top-down), Szkoła Rycerska (bottom-up), KEN, zreformowane uniwersytety. Ich celem, który udało im się zrealizować było wychowanie elit politycznych, kulturalnych i naukowych zdolnych przeprowadzać reformy na wielką skalę.

Analogicznych instytucji, systemowo kształcących patriotyczne elity potrzebujemy również i dziś, ponieważ obecny system stawia sobie za cel zaledwie kształcenie kompetentnej siły roboczej. Są to m. in. college sztuk wyzwolonych (łączące edukację maturalną z licencjacką), elitarne wąskie kierunki studiów o obowiązkowych programach kultury ojczystej, specjalistyczne szkoły inżynierskie, oficerskie, biznesowe i administracyjne odcinające się od krajowej mizerii i orientujące się przede wszystkim na najlepsze rozwiązania na świecie (Kennedy School of Government, ENA, MIT itp.). Polskie szkoły wyższe, poza elitarnymi uczelniami centralnymi, powinny zostać oddane regionom, wprowadzony powinien zostać ustrój rada powiernicza-prezydent, zniesiona powinna być habilitacja, a finansowanie powinno premiować jakość, a nie ilość. Państwo powinno wspierać budowę infrastruktury kampusowej umożliwiającej, wymuszaną regułami mobilność naukowców. Odgórnie ograniczona musi być także liczba studentów uniwersytetów (liceów), na korzyść politechnik i wyższych szkół zawodowych (techników). Należy zmierzać do budowy systemu umożliwiającego pełen cykl badawczy – podstawowe (uniwersytety), stosowane (politechniki), rozwojowe (jbr) oraz sprzęgnięty z nim na każdym szczeblu system wsparcia przedsiębiorczości typu (spin-off) ale nie zapominając o trwałych relacjach między dużymi przedsiębiorstwami i ośrodkami badawczymi. Dla zwiększenia elastyczności rynku pracy konieczne jest zastąpienie szkół zawodowych, systemem community college, w których osoby w każdym wieku nabędą nowych umiejętności potrzebnych na lokalnym rynku pracy.

– Budowa metropolii i spójność kraju

Nowoczesna geografia gospodarcza pokazuje jak kluczowe jest posiadanie centrów rozwoju tworzących sieć innowacji i będących źródłem dyfuzji na sprzęgnięte z nimi funkcjonalnie peryferia. To one skupiają talenty i liderów, są centrami innowacyjnej przedsiębiorczości, a wokół nich powstają klastry technologiczne, spinające ze sobą naukę, przedsiębiorczość i administrację. Jest to kwestia dobrze znana i nie ma potrzeby jej tu szerzej rozwijać.

Ale trzeba pamiętać, że duża część polskich regionów straciła swoje historyczne centra rozwoju (Lwów, Wilno, Królewiec, Berlin) w wyniku przesunięcia granic. Trwałość granic zaborczych idealnie odzwierciedlających się w wyborach politycznych, wynikach edukacyjnych, a nawet poziomie zdrowia jest uderzająca. Oznacza to, że dla zachowania spójności terytorialnej aglomeracje w Polsce trzeba budować często niemal od podstaw i to nie koniecznie w postaci megalopolis (typu Londyn czy Seul), ale raczej w formie dolin technologicznych, tworzących sieci dobrze skomunikowanych obszarów średniomiejskich.

Zakłada to nową politykę komunikacyjną państwa, w ramach której priorytetem są potrzeby wewnętrzne. Innymi słowy, połączenia aglomeracyjne, wykorzystanie sieci rzecznej, transport intermodalny i rozwój polskich portów. Obecnie budujemy niefunkcjonalny, kosztowny system autostrad tranzytowych zaplanowany w latach 70. dla potrzeb bloku RWPG. Tymczasem dla Polski kluczowe jest połączenie wszystkich regionów ze stolicą siecią dróg szybkiego ruchu, zbudowanie drogi ekspresowej z Rzeszowa, przez Lublin do Białegostoku, autostrady o geopolitycznym znaczeniu z Pragi, przez Wrocław, Warszawę, Białystok do Wilna i innych stolic krajów bałtyckich. Nie jest nam również do niczego potrzeba niebywale droga ultraszybka kolej, gdy między miastami wojewódzkimi, nie można podróżować z prędkością 200 km/h, a prędkość przewozowa pociągów towarowych spada poniżej 40 km/h. Polska powinna również zbudować centralny hub lotniczy, na którym stacjonowałby przewoźnik narodowy i który zintegruje sieć lotnisk regionalnych (przy okazji odbierając ruch z Berlina).

Polskie miasta muszą stać się przyjazne dla swoich mieszkańców. Obecnie rozwijają się w sposób dziki i chaotyczny, znany z miast trzeciego świata. Są zdekoncentrowane (wyludniające się centra, rosnące suburbia), ze zanikającą przestrzenią publiczną (zabudowane parki i ogrodzone osiedla), zakorkowane (efekt „miasta przyjaznego dla samochodu” i braku publicznego transportu szynowego), są nieprzejezdne (brak koncentrycznych obwodnic), odseparowane od siebie nawzajem, ale i swoich satelitów. Kluczowym zatem jest konsekwentne wiązanie polityki przestrzennej z komunikacyjną i gospodarczą. Stolice regionów muszą posiadać zintegrowane systemu komunikacji miedzymiejskiej, podmiejskiej i miejskiej. Obowiązywać musi zakaz budowy nowych osiedli bez uprzedniej rozbudowy sieci transportu miejskiego. Zagospodarowanie przestrzenne musi opierać się prostych regułach jednolitej funkcji, wysokości i wykorzystanej powierzchni działki. Ład przestrzenny i estetyczny powinien preferować reintegrację stylistyczną bogatych polskich miast zniszczonych w wyniku wojny (patrz: Warszawa, Wrocław), nie stroniąc od wizjonerskich projektów, zwłaszcza w nowych metropoliach.

– Budowa silnego państwa

Często podkreśla się, że siła państwa polega dziś na wysokim poziomie rządności (silne centrum rządu) oraz horyzontalnej integracji, elastyczności i refleksyjności administracji, czy też efektywności polityk publicznych. Ale poza Europą siłę państwa wciąż mierzy się także zdolnościami odstraszania, czy sprawnością dyplomacji i służb specjalnych. Zacząć ją także mierzyć należy elastycznością systemu społecznego oraz dyscypliną systemu finansów publicznych (wzorcowy przykład Danii i Szwecji: flexicurity, budżety zadaniowe, reguły wydatkowe, planowanie strategiczne).

Obowiązkiem obywatela jest dbać o swoją wolność i pomyślność, państwa zaś wspieranie go w realizacji tej powinności, a nie zastępowanie. Oznacza to zasadniczego przemodelowanie obowiązującej, progresywistyczej koncepcji uprawnień obywatelskich prezentowanej przez orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego (np. dalekie poluzowanie doktryny praw nabytych). Obowiązkiem obywateli jest dbanie o przyszłość swoją i swojego państwa, zatem zakładanie rodziny i posiadanie większej ilości dzieci musi być źródłem prestiżu (patrz: amerykański program rządowy finansujący Bill Cosby Show). System podatkowy (bazując na pewnej normie społecznej) musi najbardziej obciążać singli, czyli tych, którzy konsumują dziś, na korzyść tych, którzy inwestują w dzieci. Obowiązkiem obywatel jest także obrona ojczyzny. Przywrócony zatem musi być pobór do wojska, obejmujący bez wyjątku całą młodzież na okres roku (patrz: Norwegia).

Armia musi składać się z cn. milionowej obywatelskiej obrony terytorialnej oraz dwustutysięcznej armii zawodowej, zdolnej do projekcji siły na tereny żywotnych interesów Polski (kraje bałtyckie, Ukraina, obszar Morza Czarnego). Docelowo wydatki na armię powinny w Polsce zmierzać do 4% PKB. Wymaga tego budowa realnego prestiżu Polski w Europie, ale także pozycja geopolityczna. Te wysokie wydatki na armię powinny mieć charakter rozwojowy, czyli muszą być „przepuszczone” przez narodowy kompleks militarny, a technologie tam uzyskiwane muszą mieć równoległe zastosowanie cywilne (patrz: USA, Izrael). Polska powinna także wejść jak akcjonariusz do konsorcjum EADS.

Państwo to także polityka dziedzictwa i tożsamości narodowej, kształtująca normy społeczne i wyobraźnię. Oznacza to konieczność zbudowania silnego państwowego mecenatu kulturowego, wspartego silnymi zachętami dla sektora prywatnego oraz silnych mediów publicznych (radio, TV, Internet) oddanej misji nieustającej reintegracji narodowej. Mecenat ten powinien realizować się szczególnie na kilku polach – rewizji utrwalonych narracji narodowych (wieloaspektowe badania nad dziedzictwem i ich popularyzacja), wielkobudżetowych produkcji filmowych na światowym poziomie realizatorskim (kinowych i telewizyjnych) opiewających najciekawsze postaci z polskiej historii (np. film o Janie Zamojskim, walce Jana Kazimierza z Jerzym Lubomirskim, Stanisławie Auguście Poniatowskim, Ignacym Domeyce itp.) oraz inwestycji w turystyczne walory kraju (np. odbudowa rezydencji , turystyczna żeglowność polskich rzek). Oczywiście nie wyklucza to bynajmniej projektów o charakterze awangardowym, ale należy pamiętać, że awangardowość żyje tylko tak długo, dopóki może twórczo żywić się dekonstrukcją tradycji.

Silne państwa istnieją tylko i wyłącznie w zdyscyplinowanych społeczeństwach. Celem, który musimy sobie postawić jest zatem ostateczne zerwanie z marzeniem o welfare state i budowa systemu społecznego opartego na modelu workfare society. To tu wykonać się musi zasadnicza praca nad reintegracją zerwanych więzi zaufania społecznego – zarówno wewnątrz, jak i międzypokoleniowego. Dylemat, przed którym stoimy, nie dotyczy tylko Polski, ale ma on charakter cywilizacyjny. Brzmi on następująco: albo dobra obsługa młodych emerytów i ciężar długu niemożliwego do udźwignięcia przez przyszłe coraz mniej liczne pokolenia, albo ograniczenie wydatków emerytalnych, inwestycje w politykę prorodzinną (obejmującą nie tylko dzietność, ale także opiekę nad rodzicami), innowacje i wsparcie przedsiębiorczości. Albo dekadencki indywidualizm konsumentów, albo zdyscyplinowana wspólnota obywateli. Albo liberalizm, albo republikanizm.