"Polacy w tym bezdusznym świecie komunizmu zachowali swoje wartości" – XII Kongres Polska Wielki Projekt

„Polacy w tym bezdusznym świecie komunizmu zachowali swoje wartości”

W 1994 roku, kiedy jeszcze byłam na studiach, odwiedził nas Krzysztof Zanussi. Mówił nam, że Polska wygrała z komunizmem, bo Polacy w tym bezdusznym świecie zachowali swoje wartości jako społeczeństwo. To doświadczenie walki z ideologią można wykorzystać także dziś. Bo i dziś chrześcijaństwo jest bardzo atakowane” – mówiła podczas debaty „Postchrześcijański kontynent? Miejsce Europy na duchowej mapie świata” dr Nóra Szekér. Odbyła się ona podczas IX Kongresu Polska Wielki Projekt we wrześniu 2020 r. Poniżej debata przedstawiona jest w ten sposób, że pod nazwiskiem panlisty mamy wypowiedź.

Grzegorz Górny

Europa jest dziś najbardziej zsekularyzowanym kontynentem na kuli ziemskiej. Statystyki pokazują, że w każdym miejscu na świecie liczba osób wierzących rośnie, natomiast w Europie systematycznie spada. Od wielu lat jest to tendencja stała. Chciałbym się wspólnie z moimi gośćmi zastanowić, czy możliwa jest rechrystianizacja Europy, czy można odwrócić dominujące procesy cywilizacyjne, kulturowe, obyczajowe, religijne, społeczne, prawne, itd., a jeśli tak, to w jaki sposób to zrobić. Panie profesorze, spędził pan wiele lat w Stanach Zjednoczonych. Jak na te wyzwania próbują odpowiadać Europejczycy, a jak Amerykanie?

prof. Stjepo Bartulica

Chciałbym wyrazić moją wdzięczność za zaproszenie mnie do Warszawy. Uwielbiam Polskę, od zawsze wielką inspiracją był dla mnie św. Jan Paweł II. Uczestniczyłem w jego kanonizacji i nigdy nie zapomnę tego wydarzenia. Pytanie, które pan zadał, jest bardzo złożone. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że dla mnie znacznie istotniejsza jest kultura, a nie polityka. Ta ostania, według Amerykanów, jest tylko odbiciem kultury. Wielu twierdzi, że problemy Europy są z natury duchowe czy moralne. A skoro tak, to ich rozwiązanie nie może być polityczne. Wyrastałem w Ameryce, tam kończyłem uniwersytet. W ciągu ostatnich piętnastu lat w tym kraju zaszły ogromne zmiany, na naszych oczach rozgrywa się wojna kulturowa. Naszymi przeciwnikami są bojowi sekularyści, którzy chcą wypchnąć religię ze sfery publicznej. Dysponują wieloma instrumentami, w swoim ręku mają na przykład media. Na amerykańskich uniwersytetach nie ma miej- sca dla klasycznej myśli filozoficznej. Jej zwolennicy w zasadzie nie zrobią już żadnej kariery naukowej, bo druga strona ma bardzo silne narzędzia, by ich powstrzymać. Jedocześnie od 1989 roku z nadzieją patrzę na Europę Środkową, szczególnie na Polskę. Na co dzień mieszkam w Chorwacji, kraju o bardzo podobnej do Polski kulturze. My jednak nie mamy tak dojrzałych, tak pewnych siebie przywódców politycznych. Nasz rząd nie ma takiej mocy, by dokonać kontrofensywy wobec elit w Europie. Polacy powinni być wdzięczni, powinni wspierać obecny rząd, bo toczy on niełatwą walkę. Stworzyłem niewielki think-tank zwany „Centrum Odnowy Kulturowej”. Jego celem jest przede wszystkim edukacja młodego pokolenia i odnawianie w nim wiary. Niedawno w Chorwacji przeprowadzono ankietę, której wyniki bardzo zdenerwowały lewicę. Okazało się, że młode pokolenie jest bardziej konserwatywne niż ich rodzice. Jeśli ten trend przeważy w niektórych krajach, to mamy powody do radości.

Grzegorz Górny

Pan profesor mówił, że oczy wielu chrześcijan w Europie są zwrócone na Polskę, ale też na Węgry. W tym kraju mamy do czynienia ze specyficzną sytuacją – społeczeństwo jest bardzo zsekularyzowane, ale rząd prowadzi politykę odwołującą się do chrześcijańskiego systemu wartości. Premier Viktor Orbán jest dużo bardziej zaanga- żowany w życie chrześcijańskie niż przeciętny obywatel, ale także niż przeciętny działacz Fideszu. Czy można, polegając na elitach, prowadzić skuteczną politykę rechrystianizacji w zsekularyzowanym społeczeństwie?

dr Nóra Szekér

Moim zdaniem od czasu rewolucji francuskiej polityka ma często charakter ateistyczny, ewentualnie traktuje religię wyłącznie jako sferę prywatną. Warto pytać o to, gdzie tak naprawdę jest miejsce chrześcijaństwa w polityce. Porównajmy Węgry i Polskę. W okresie komunizmu, po 1956 roku, na Wegrzech nie zabraniano praktyk religijnych. Politycy natomiast robili wszytko, by ludzi wierzących izolować od społeczeństwa, by swoją wiarę przeżywali oni w zaciszu domowym. W Polsce z kolei religia była wielką siłą przeciwko polityce komunistów. Wiemy, że chrześcijaństwo tylko wtedy może wpływać na politykę, kiedy system wartości, który został sprowadzony do sfery prywatnej, stanie się własnością społeczeństwa. W 1994 roku, kiedy jeszcze byłam na studiach, odwiedził nas Krzysztof Zanussi. Mówił nam, że Polska wygrała z komunizmem, bo Polacy w tym bezdusznym świecie zachowali swoje wartości jako społeczeństwo. To doświadczenie walki z ideologią można wykorzystać także dziś. Bo i dziś chrześcijaństwo jest bardzo atakowane.

Grzegorz Górny

Kolejny nasz gość, Artur Mrówczyński-Van Allen, pochodzi z Polski, ale od niemal trzydziestu lat mieszka w Hiszpanii, w związku z tym ma unikalną perspektywę porównawczą. Hiszpania, która uchodziła za bastion katolicyzmu na zachodzie Europy, w błyskawicznym tempie się zsekularyzowała. Być może jesteśmy w stanie uniknąć tych błędów, przed którymi nie ustrzegło się chrześcijaństwo na Półwyspie Iberyjskim. Jak to zrobić?

Artur Mrówczyński-Van Allen

Zaproponuję najpierw mały eksperyment. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Publiczność

Na wieki wieków. Amen.


Artur Mrówczyński-Van Allen

Z tą sekularyzacją nie jest jeszcze tak źle, przynajmniej tutaj, prawda? Jeżeli jeszcze potrafimy odpowiedzieć w ten sposób, to znaczy, że kultura i prawda w jakiś sposób są tutaj jeszcze obecne. Teraz konkurs. Pozwolę sobie przytoczyć pewien cytat. Jeśli ktoś zgadnie, czyje to są słowa, to zapraszam na dobre hiszpańskie wino. „Jednym z głównych niedostatków filozofii wypracowanej w naszym stuleciu przez katolików jest zaniedbanie jej wymiaru politycznego. Zajmuje się ona niebem metafizyki i prawd wiecznych, pomija natomiast milczeniem pytanie o sposób, w jaki prawdy wieczne uobecniają się w historii. Potrzebujemy zatem modelu filozofii, będącej w bezpośrednim kontakcie z historią. Jest to filozofia, która czerpiąc z konkretnych doświadczeń, przeżywanych przez i naród w określonym momencie historii, stara się je zrozumieć w świetle prawd wiecznych, a jednocześnie stara się pokazać drogę, która prowadzi z nieba na ziemię, tj. ukazać sposób, w jaki dzisiaj prawdy wieczne mogą i powinny stawać się formą naszego życia”. Co to znaczy? Jestem wykładowcą akademickim; gdybym był na zajęciach ze studentami, to natychmiast podszedłbym do tablicy i narysował bardzo prosty schemat: katolik, myśl, polityka; prawda wieczna, prawda, historia. Ten schemat pomógłby nam ustalić pewnego rodzaju metodologię. Ten model ma nieco skomplikowaną strukturę, ale go nieco uproszczę. Mamy poziom ontologiczny, antropologiczny i historiozoficzny. Pierwsze pytanie ontologiczne brzmiałoby: „Jestem stworzeniem stworzonym czy niestworzonym?”, „Jest stworzyciel, czy nie ma stworzyciela?”. Wszyscy w gruncie rzeczy musimy odpowiedzieć na to pytanie, bo ono determinuje kwestie antropologiczne, tzn. kim jest człowiek. Jeżeli jestem stworzeniem, to znaczy, że jest stwórca, czyli jest relacja, czyli jestem bytem relacyjnym. To z kolei prowadzi nas na poziom historii, poziom dziejów. Jeżeli jestem bytem stworzonym, który istnieje i dzieje się w relacji z innym, to znaczy, że struktury, które budują te relacje, wspólnoty, a także relacje między wspólnotami, są zdeterminowane tym sposobem rozumienia prawdy o rzeczywistości i o historii. Zdaniem wielu specjalistów sekularyzacja rozpoczęła się wraz z Soborem Watykań- skim II. To był kluczowy moment, w którym przegraliśmy. Ale to nie jest prawda. To był moment, kiedy na poważnie zaczęliśmy myśleć o tym, jak tę sekularyzację zatrzymać. Po Vaticanum II nastąpił „zwrot antropologiczny”, prawda obiektywna została sprowadzona do prawdy egzystencji, do prawdy, która dzieje się w konkretnych momen- tach historii.

Grzegorz Górny

To, o czym mówił Artur Mrówczyński-Van Allen, daje się ująć w formule T.S. Eliota. Uważał on, że polityka jest funkcją kultury, a sercem kultury jest religia. Tak widział tę hierarchię wartości. Jeżeli mielibyśmy przejść do konkretu, do codziennego życia chrześcijan, to widzimy, że przez całe wieki źródłem wiary były trzy sfery czy instytucje, tzn. rodzina, parafia (kościół) i kultura. Kiedy kultura zaczęła się laicyzować, przestała być punktem odniesienia dla chrześcijan, bo człowiek obcując z kulturą, przesiąkał jej wartościami. Ludzie zaczęli się więc sekularyzować. Religia przestała mieć dla nich jakąkolwiek wartość. Widać to doskonale na przykładzie praktyk religijnych. Dziadkowie chodzili do kościoła, ich dzieci już sporadycznie, a wnuki w ogóle. Czy ten trend da się odwrócić i w jaki sposób? Od czego powinniśmy zacząć?

prof. Stjepo Bartulica

Wiara z samej swojej natury nie może być kwestią wyłącznie prywatną. Ona musi być wyrażana na różne sposoby. Warto przypomnieć, że przez całe wieki to Kościół był największym mecenasem sztuki. Papież Benedykt XVI mawiał, że piękno uratuje świat. Powinniśmy zawsze o tym pamiętać. Przekaz Ewangelii jest nie tylko szlachetny, ale  

także piękny. To samo dotyczy życia małżeńskiego, rodziny. Gdy ktoś jest świadkiem autentycznego przeżywania chrześcijaństwa, zazwyczaj budzi głęboki szacunek. Christopher Dawson, znany brytyjski katolicki historyk, żyjący w tych samych czasach co T.S. Eliot, pod- kreślał, że we wczesnym chrześcijaństwie było wiele prześladowań, wielu świadków wiary zostało zamordowanych. Dzisiaj natomiast mamy do czynienia z czymś, co zostało już wypróbowane i w pewnym sensie odrzucone, ale nie oznacza to, że jest nam łatwiej. Mamy ogromny bagaż historyczny, musimy ewangelizować kontynent, który kiedyś był kontynentem chrześcijańskim i który z różnych przyczyn to chrześcijaństwo odrzucił. Ekstremalną formą sekularyzacji był komunizm. Ta ideologia ma pewne cechy charakterystyczne, które łatwo można zmienić w jeszcze gorsze ideologie. Nawet jeśli w naszej części świata wiemy, że komunizm jest bankrutem, to wielu zachodnich intelektualistów jeszcze tego nie wie. Nie możemy więc oczekiwać, że oni nas ocalą. Znany amerykański pisarz Bill Buckley powiedział, że gdyby miał wybrać, czy miałby być pod rządami jakiejś katedry z Harvardu, czy też pod rządami pierwszych stu osób, których nazwi- ska znajdują się w książce telefonicznej, to wybrałby tę drugą opcję. Jest w tym wiele mądrości, intelektualiści zaczynają być oderwani od rzeczywistości. Amerykanie są wspaniałym, bardzo zamożnym społeczeństwem, któremu w pewnym momencie zabrakło odwagi, w efekcie zaczęło ono wpadać w relatywizm moralny. Ludziom na wysokich stanowiskach brakuje odwagi, by mówić prawdę. Jeśli to się nie zmieni, będzie tylko gorzej. Dlatego przykład Polski jest tak ważny. Państwa, które tak wiele wycierpiały z powodu komunizmu, mają swoją misję, mają bardzo ważną rolę do odegrania. Jeśli nadejdzie jakieś odnowienie Europy, to tylko ze wschodu, a nie z zachodu. Dla- tego tak ważne jest to spotkanie, na którym możemy wymieniać się poglądami, ideami, i doświadczyć, że nie jesteśmy sami.

Grzegorz Górny

Pani doktor mówiła o komunistycznej przeszłości Węgier. Być może to jest nasza szczepionka antysekularyzacyjna, ponieważ już raz mieliśmy do czynienia z ekstremalnym wariantem sekularnym. Czy to oznacza, że bardziej niż kraje zachodnie jesteśmy przygotowani do

tego wyzwania laicyzacyjnego? Jak dzisiaj wygląda sytuacja dotycząca rechrystianizacji, sprzeciwiania się temu walcowi sekularyzacyjne- mu, jaki toczy się po Europie?

dr Nóra Szekér

Warto porównać Polskę i Węgry pod względem różnic sekularyzacyjnych. W okresie komunizmu Polska była dla Węgier ważnym przykła- dem. W Polsce kluczową rolę odgrywała religia katolicka. Jan Paweł II wielokrotnie mówił Polakom: „Nie lękajcie się”. Na Wegrzech to hasło także było popularne. W okresie komunizmu w naszym kraju tylko jeden procent społeczeństwa miał przywilej uczęszczania do szkół wyznaniowych, które tworzyły pewien system wartości. Możemy dzisiaj obserwować to pokolenie, które w końcu zostało dowartościowane. Chrześcijaństwo oznaczało bowiem nadzieję, drogę wyjścia. Dla tych osób niezwykle ważnym doświadczeniem było otwarcie na Zachód. Nasze pokolenie było przekonane, że tam ludzie mają odpowiedź na nasze problemy. Po dziesięciu latach to uczucie zostało trochę stępione, nie dlatego, że obniżyło się nasze pragnienie dobrobytu, ale po prostu zaczął się proces poszukiwania tożsamości. Tutaj nie chodzi o walkę z ateizmem, ale o jakąś transcendentną otwartość na wartości ponadmaterialne.

Grzegorz Górny

Poruszamy się cały czas na dużym poziomie abstrakcji. Zejdźmy więc na ziemię i powiedzmy konkretnie, gdzie są te prawdy wieczne, które uobecniają się w historii. One mogą się stać dla nas jakimś punktem wyjścia, jakimś drogowskazem.

Artur Mrówczyński-Van Allen

Pytasz o konkretne wydarzenia, a ja najpierw wskazałbym konkretne osoby. One miały odwagę mówić prawdę. To obecni na sali państwo Joanna i Andrzej Gwiazdowie. Odważę się powiedzieć, że zwolennicy totalitaryzmu komunistycznego, który ponoć przezwyciężyliśmy, jak i tego nadchodzącego sekularyzacyjno-relatywistycznego, są przekonani, że posiadają prawdę. Kiedy ona dochodzi do władzy, następuje moment jej weryfikacji, spotyka się z rzeczywistością, z konkretnymi doświadczeniami konkretnych ludzi w konkretnych sytuacjach. Kultura więc ma olbrzymie znaczenie. Korzystając z okazji, że na sali

jest obecny pan minister Jarosław Sellin, pozwolę sobie publicznie poprosić: nie bójcie się mówić prawdy o tym, co działo się w Polsce. A skoro pytanie dotyczyło konkretnego wydarzenia, to dla mnie była to pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski i pamiętne słowa wypowiedziane na placu Zwycięstwa w Warszawie: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. Tak się stało, powstała „Solidarność”. Wiem, że w tym momencie toczy się wiele dyskusji na jej temat. Moim zdaniem to było konkretne ciało, które budowało kulturę i które wyrastało z pewnej kultury.

Grzegorz Górny

Artur Mrówczyński-Van Allen został właśnie członkiem zarządu i wiceprzewodniczącym Międzynarodowego Centrum Badań nad Fenomenem „Solidarności”, który ma dzielić się ze światem tym doświadczeniem.

Artur Mrówczyński-

-Van Allen

Chodzi nam o prawdę o człowieku, o godność pracy. Wielkie korporacje dziś praktycznie robią co chcą, nie ma absolutnie żadnego dokumentu, który by w jakiś międzynarodowy sposób ustanawiał podstawy obrony godności pracy człowieka, godności ludzkiej. Od tego chcemy zacząć, to jest pomysł Rocca Buttiglionego. Sekularyzację w najprostszy sposób zdefiniował Józef Ratzinger. Powiedział, że znaczy ona tyle co relatywizm. Jeśli zgodzimy się na to, by spotkanie z Chrystusem było jednym z wielu stoisk na jarmarku nowoczesności, to stracimy absolutnie wszystko, przegramy. I to jest właśnie sekularyzacja.

Grzegorz Górny  

Zbyt małą uwagę zwracamy na to, że to Jan Paweł II nadał pojęciu „solidarność” wymiar teologiczny.

Artur Mrówczyński-

-Van Allen

Przepraszam, Grzegorzu, na odwrót. To właśnie ze zrozumienia teo- logii jako czegoś, co się realizuje w konkretnym życiu, mogła wybuch- nąć „Solidarność”.

Grzegorz Górny

Pojęcie „solidarności” było związane z naukami społecznymi. Soli- daryzm społeczny był pewną ideologią polityczną. Jan Paweł II nadał temu słowu wymiar teologiczny, uczynił je przedmiotem pewnej refleksji religijnej i zdefiniował w sposób ewangeliczny. Na Zaspie w Gdańsku w 1987 roku mówił, że solidarność to znaczy „jeden drugiego brzemiona noście”. Można więc powiedzieć, że solidarność w życiu społecznym staje się odpowiednikiem miłości. Trudno inaczej zdefiniować ten termin. Chciałbym więc nawiązać do solidarności, ale nie w znaczeniu ruchu społecznego, tylko cnoty. Jak ją urzeczywistniać dzisiaj w życiu społecznym, w życiu politycznym, kiedy widzimy, że dominujący paradygmat jest zupełnie inny?

prof. Stjepo Bartulica

Sporo się zmieniło od czasu pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Papieski biograf, George Weigel, opisał tę wizytę jako zdarze- nie, po którym Polska już nigdy nie była taka sama. Polacy, dzięki Ojcu Świętemu, powoli zaczęli zrywać łańcuchy, odzyskiwali odwagę. To był początek końca komunizmu. Dziś, w epoce mediów społecznościo- wych, ludzi uzależnionych od swoich smartfonów, nie wchodzących w prawdziwe ludzkie relacje, praktykowanie cnoty solidarności jest bardzo trudne, a to przecież jest centralna zasada życia społecznego. Dziś jesteśmy w znacznie trudniejszej sytuacji niż wcześniej. Jeżeli zgodzimy się na życie pod dyktaturą i cenzurą, to zaprzepaścimy szansę na przetrwanie. Żyjemy w kulturze demokracji, źle rozumianej wolności i pewnego relatywizmu. Tak naprawdę nie wiemy, co myśli sąsiad mieszkający obok nas, jakie jest jego podejście do życia. Nie budujemy relacji, wspólnych więzi. Tak dzieje się w Ameryce. Ten kraj nigdy nie był tak bardzo podzielony kulturowo czy politycznie jak dziś. W Stanach Zjednoczonych odbywa się obecnie pewnego rodzaju wojna domowa bez użycia siły. Dotyczy ona sfery kultury. Wielu socjologów i historyków źle zinterpretowało przyczyny upadku komunizmu, bo ograniczyło je do polityki, gospodarki pozimnowojennej i do faktu, że Związek Radziecki zaczął tracić swoją potęgę. Tymczasem jest to o wiele bardziej złożone zjawisko. Chińscy komuniści wyciągnęli z tego cenną lekcję. Kiedy patrzymy na to, co się tam dzieje, to widzimy, że oni mają tam całkowitą władzę nad krajem. Obawiają się nie tyle zachodniego kapitalizmu, bankierów i Wall Street, ile Ojca Świętego. Papież nie jest tam mile widziany. Oni intuicyjnie wyczuwają pewne zagrożenie płynące ze strony papieża, dlatego nie chcą wpuścić go do Chin. Władze Chin mogą prowadzić transakcje z całym światem, z kapitalistami, ale w kwestii religii są absolutnie pryncypialni, nie ma tam miejsca na kompromisy. Chińczycy żyją w potwornym społeczeństwie, gdzie ludzka godność jest nieustannie gwałcona. Oczywiście nie można tego głośno powiedzieć ze względu na ich interesy gospodarcze. Myślę, że na pewno jest pewna zbawcza wartość wydarzeń z roku 1989 w tej części świata i naszą odpowiedzialnością jest pokazanie, że wspólnota chrześcijańska i solidarność dzisiaj mogą przetrwać.

Grzegorz Górny

Pan profesor wspomniał o pęknięciu w Stanach Zjednoczonych. Mówi się, że są dwie Ameryki, podzielone na pół. Mówi się, że są też dwie Polski. O Węgrzech też mówiono, że są podzielone na pół i tak rzeczywiście było podczas wyborów w 2002 i w 2006 roku. Ostatnio jednak coś się zmieniło. To, co kiedyś było jedną połową, stało się większością. Jest to proces trwały, i wszystko wskazuje na to, że ta tendencja się utrzyma. Jak to się stało, że ta część prawicowa i konserwatywna, która stanowiła do niedawna połowę społeczeństwa, nagle zagospodarowała większość przestrzeni publicznej? Czy z tym się wiąże także poparcie dla projektu Viktora Orbána, który sprzeciwił się Węgrom neoliberalnym, a postawił na Węgry solidarne? Czy to przedefiniowanie polityki państwa spowodowało, że zyskał poparcie większości?

dr Nóra Szekér

Ta historia zaczyna się w 1990 roku, kiedy powstają nowe, demokratyczne Węgry. Był taki okres, dotyczy to wszystkich państw Europy Środkowej i Wschodniej, kiedy społeczeństwo potrzebowało czasu na naukę, potrzebowało czasu, by zrozumieć, co to znaczy demokracja, co znaczą partie polityczne, kogo w ogóle one reprezentują. To trwało mniej więcej osiem lat, w tym czasie partie rzeczywiście się zdefiniowały, a społeczeństwo zaczęło się z nimi identyfikować. Sukces Viktora Orbána związany jest z poczuciem tożsamości, on był w stanie pokazać, co myśli na temat przyszłości Węgier. Dodatkowo wielki nacisk położył na suwerenność, Węgry wobec innych muszą zaistnieć jako wyzwanie. Mamy więc pewną wizję przyszłości, która okazała się atrakcyjna. Ona opiera się na mocnym systemie wartości, wielką rolę odgrywa w niej chrześcijaństwo. Europa ma dziś przed sobą zupełnie nowe wyzwania, np. kwestię migracji. Orbán reprezentuje w tej sprawie bardzo zdecydowane stanowisko. I to jest siła napędowa.

Grzegorz Górny

Viktor Orbán pisał pracę magisterską o fenomenie polskiej opozycji demokratycznej. W 1987 roku do Polski przyjechał Jan Paweł II. Na tę pielgrzymkę wybrało się trzech młodych studentów lub wykładow- ców akademickich wraz ze swoimi żonami lub narzeczonymi. Tra- fili na Zaspę w Gdańsku, a jeszcze wcześniej do znajomych studen- tów. Okazało się, że ci studenci na mszę z papieżem mieli przynieść transparenty „Solidarności”. Niestety, wcześniej przyjechała milicja i ich zwinęła. Węgrów zostawili w spokoju, bo to byli obcokrajowcy. Ci Węgrzy schowali te transparenty pod ubraniami, wnieśli je na Za- spę i tam je rozwinęli. Dziś to trzy najważniejsze osoby w państwie – prezydent János Áder, premier Viktor Orbán i przewodniczący parlamentu László Kövér. Myślę, że to doświadczenie „Solidarności” wywarło na nich duży wpływ. Kiedyś zapytałem Viktora Orbána, kiedy po raz pierwszy uwierzył w to, że komunizm upadnie. Odpowiedział, że podczas mszy z papieżem na Zaspie. Jak zobaczył to morze ludzi, to stwierdził, że ten system musi upaść, że to się dłużej nie ma szans utrzymać. Artur Mrówczyński-Van Allen mówił na początku o pew- nym modelu, w którym jest poziom ontologiczny, antropologiczny i historiozoficzny. To od którego poziomu chrześcijanie powinni zacząć odrodzenie?

Artur Mrówczyński-Van Allen

To bardzo proste pytanie. Od momentu chrztu. Przyznam szczerze, że bardzo boję się wszelkiej maści zbawców, bo Zbawiciel jest tylko jeden. Aldous Huxley w swojej książce Nowy, wspaniały świat genial- nie opisał postchrześcijański świat. Tę wizję zrealizował jego młodszy brat Julian, wybitny biolog, genetyk. Uważa się, że on jako pierwszy użył terminu „transhumanizm”. To nie jest do końca prawda, bo ter- min ten pojawia się już u Dantego. O ile dla autora Boskiej komedii transhumanizm po prostu oznaczał człowieka, który odnajduje swoją transcendencję, o tyle dla Juliana Huxleya pod pojęciem tym kryło się tworzenie człowieka na nowo. Problem zaczął się w momencie, kiedy zaczęliśmy tłumaczyć chrześcijaństwo na wartości. Pozwolę sobie podać taki przykład. W ogrodzie przed moim domem w Granadzie ro- śnie drzewo granatu. Pod koniec lata, a w zasadzie na początku jesieni wypuszcza ono piękne, czerwono-pomarańczowe kwiaty. Kiedy kilka oderwiemy, wstawimy do wazonu, postawimy w salonie, to wygląda to bardzo pięknie, ale ma też swoje konsekwencje. Nie minie kilka dni, a te kwiaty zaczynają więdnąć. Dlaczego tak się dzieje? Bo one zostały oderwane od korzenia, od tożsamości, od prawdy o tym, czym są, czym jest esencja bycia drzewem granatu. Jednym z pierwszych symboli chrześcijaństwa był właśnie owoc granatu. Kiedy go otwo- rzymy, zobaczymy, że w środku jest bardzo wiele malutkich owoców. Ta jedność granatu była symbolem jedności Kościoła. Dla mnie taką gałązką, piękną, ale oderwaną od swojej tożsamości i od możliwości dawania owoców, jest homologacja, przerabianie czy tłumaczenie doświadczenia chrześcijańskiego, doświadczenia Kościoła na wartości. Myślę, że to jest ten punkt, od którego zaczęła się sekularyzacja. Żeby ten trend odwrócić, musimy do tego punktu znów wrócić. I musimy być tego świadomi.

Grzegorz Górny

Dziękuję za dyskusję.