Prof. Legutko: język Unii Europejskiej to język kłamstwa – XII Kongres Polska Wielki Projekt

Prof. Legutko: język Unii Europejskiej to język kłamstwa

Debata „Przyszłość europejskiej prawicy. Jaka rola Polski?” odbyła się podczas wrześniowego kongresu Polska Wielki Projekt w 2021 r. Debata został przedstawiona w ten sposób, że pod imieniem i nazwiskiem prelegenta znajduje się jego wypowiedź.

Prof. Ryszard Legutko

Cechą uderzającą w tej chwili w Unii Europejskie jest język. Powiem wprost, to jest język kłamstwa, język, który mistyfikuje rzeczywistość. Mówi się na przykład, że wszystkie państwa członkowskie są równe i cały czas się to powtarza. To jest oczywiście nie- prawda i każdy o tym wie. To jest niemożliwe. Mówi się, że łączy nas pewna wspólnota europejska. To też nie jest prawda. Unia Europejska jest zdominowana przez lewicę, to lewica rządzi Unią Europejską, partie lewicowe, politycy lewicowi narzucają swój punkt widzenia. To jest instytucja bardzo polityczna, mówię o wszystkich instytucjach europejskich, a więc tym samym bardzo partyjna. Mówi się o rządach prawa, gdy tymczasem praktyką codzienną Unii Europej- skiej jest łamanie reguł i zapisów traktatowych. To nie jest coś, co się zdarza okazjonalnie, to jest praktyka nagminna. Takich przykładów mógłbym wymieniać znacznie więcej. Żyjemy dziś w tej retoryce, która nam zasłania rzeczywistość. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie powinniśmy zrobić, to dobrze opisać Unię taką, jaka ona jest, jak funkcjonuje. Trzeba to zrobić bez tej retorycznej otoczki, bez tego niemal religijnego unoszenia się nad jej wspaniałością. Tak jak opisujemy maszynę, tak jak opisujemy ustrój w jakimkolwiek kraju, tak powinniśmy również opisać Unię Europej- ską. Najpierw poproszę naszego pierwszego gościa pana Todda Huizingę, autora doskonałej książki wydanej przed kilku laty pt. Nowa pokusa totalitarna: Globalne zarządzanie i kryzys demokracji w Europie. To jest książka o Unii Europejskiej. Nie ukrywam, że jej lektura zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Jaka jest pańska diagnoza kryzysu Unii Europejskiej? Czy coś się zmieniło od czasu publikacji książki?

Todd Huizinga

Trudno powiedzieć, czym jest Unia Europejska, po- nieważ istnieje tak dużo interesów, wartości i celów, które współistnieją w Unii. Unia jest projektem bezprecedensowym, czymś, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Z jednej strony nie jest organizacją międzynarodową, z drugiej nie jest też państwem federalnym. Unia to przecież nie Stany Zjednoczone Europy. Państwa członkowskie Unii nadal istnieją jako niezależne podmioty, narody. Kiedy się nad tym zastanowić, to Unia Europejska jest projektem suprenarodowym. Realizuje ona projekty w pań- stwach członkowskich, a jednocześnie wykonuje władzę suprenarodową na poziomie ponad państwami członkowskimi. Jest autorką projektu pokoju i dobrobytu, który nie ma precedensu. Cały projekt europejski, jego dusza i serce, to właśnie supranacjonalizm, czyli coś, co wywodzi swoje ist- nienie jeszcze z popiołów II wojny światowej, kiedy to zaistniała bardzo silna determinacja, by wojna już nigdy nie zniszczyła Europy. Tak właśnie powstała Unia Europejska, tak tworzył się projekt europejski. Unia Europejska to byt supranarodowy, ale bardzo ambitny. Unia postrzega swoje podejście ponadnarodowe nie tylko jako kwestię samej Europy, lecz również jako nowy sposób wprowadzania porządku globalnego, przy czym rozszerzenie władania ponadnarodowego unijnego na cały świat miałoby wprowadzić pokój na całym świecie i zapanować również nad suwerennościami poszczególnych krajów.

W jaki sposób budować tę supranarodową, po- nadnarodową demokrację jako model dla całego świata? Jak miałoby to działać? Warto pamiętać, że instytucje europejskie są zupełnie inne niż inne porównywalne instytucje w narodach suwerennych. Unia jest tak zachwycona ponadnarodowym rządem, który sprawuje, że wygenerowała cały szereg hybrydowych instytucji, jak chociażby Parlament Europejski. Jest to parlament, tak jak parlamenty w państwach krajowych, ale jednocześnie nie jest odpowiednikiem parlamentów krajowych w żadnym znaczeniu. Parlament Europejski nie inicjuje projektów ustawodawczych, bo to prawo ma Komi- sja Europejska, ale razem z Radą Europejską akceptuje różne propozycje i strategie autorstwa Komisji Europejskiej. Jeśli chodzi o Parlament Europejski, powiedziałbym, że tutaj głównym wyróżnikiem jest to, że nie ma partii większościowej, która byłaby partią założycielką rządu i nie ma jasno zdefiniowanej opozycji. W gruncie rzeczy wszyscy współrzą- dzą razem w systemie hybrydowym władztwa po- nadnarodowego. Chociaż polityka zagraniczna ma być rzekomo domeną państw członkowskich, sama Unia Europejska stała się ogromnym uczestnikiem gry w polityce zagranicznej. Organizuje comiesięczne spotkania Rady Ministrów Spraw Zagranicznych i ma tak zwanego wysokiego przedstawiciela Unii Europejskiej do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, który jest de facto ministrem spraw zagranicznych Unii Europejskiej. Tak samo istnieje korpus dyplomatyczny. Jest unijne Ministerstwo Spraw Zagranicznych w postaci służby działań ze- wnętrznych. Jako były dyplomata amerykański mogę powiedzieć, że z perspektywy każdego dnia Unia Europejska dla polityki amerykańskiej jest rów- nie ważnym podmiotem w polityce zagranicznej, co Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Pomyślmy o tym chwilę, ponieważ jeden z najważniejszych podmiotów na scenie polityki zagranicznej i całego świata, to byt, który nie jest ani państwem, ani nie ma formalnego MSZ-u, ani formalnego korpusu dyplomatycznego, a jednocześnie ma możliwość tworzenia i realizowania polityki zagranicznej prowadzonej przez byt, który nie do końca jest zdefiniowany i nie do końca jest konsultowany. I to jest właśnie sedno problemu.

Ten pomysł jest utopijny. Unia Europejska to jest utopia, która ma bardzo dobre chęci. Jest to miękka utopia, ale jednak utopia, tak samo jak kiedyś idee fa- szystowskie czy komunistyczne były utopijne i niewy- konalne w praktyce. Ta utopia stara się dostosować obywateli do pewnego ogólnego marzenia politycz- nego raczej niż vice versa. Jest to projekt polityczny, który odbiega od kluczowego projektu, w którym de- mokracja to system prób i błędów, który jest weryfi- kowany i na który obywatele mają wpływ. Tutaj siła rządu wywodzi się od nas, narodu. To my, naród, suweren, jesteśmy źródłem siły polityków. Tymczasem rzeczywiście zachodnia idea demokracji to podział władz, zapobieganie koncentracji władzy w rękach niewielu ludzi, aby ostatecznie zapobiec tyranii. Unia Europejska takich mechanizmów nie przedstawia.

Unia Europejska jest niewystarczająco demokra- tyczna, niewystarczająco odpowiada przed własnymi obywatelami. To taka kwadratura koła. Ludzie głosu- ją na rzecz pewnej rządności ponadnarodowej, na którą później nie mają wpływu. Wpływ na nią mają instytucje europejskie. Oczywiście mamy bezpo- średnią wybieralność deputowanych do Parlamentu Europejskiego, ale jest to inny parlament, jak mówi- łem przed chwilą, i ludzie nie do końca wiedzą, jak tam się toczą głosowania, w imię jakich interesów. To prowadzi mnie do początkowego pytania: czym jest Unia Europejska? Mogę powiedzieć z własne- go doświadczenia, że większość ludzi naprawdę nie ma pojęcia, czym jest Unia Europejska. Większość Europejczyków nie wie, na czym ona polega. Nawet bardzo proeuropejscy aktywiści często nie wiedzą, co to jest, bo jest ona zbyt złożona, zbyt nieprzejrzysta. Nawet jeśli zagłosuje się na liderów europejskich, to deficyt demokracji i tak nie zostanie zaleczony. Trud- no jest sobie wyobrazić, w jaki sposób wprowadzić w tej strukturze odpowiedzialność demokratyczną. To pokazuje w sposób jak najbardziej dobitny te nie- demokratyczne cechy Unii Europejskiej. Jest nieprzej- rzysta i niespenetrowana w swojej nieprzejrzystości, dlatego trudno o kontrolę wewnętrzną. W związku z tym wymagałaby ona dogłębnej reformy. Czy jest do niej zdolna? To jest już inne pytanie.

Oni mogą zrobić wszystko, ponieważ nie są przez wyborców rozliczani. A ich wyborców to, co się dzieje w Polsce, specjalnie nie interesuje. To jest argument, który trzeba powtarzać, kiedy słyszy się opinie, że oto Parlament Europejski coś przegłosował, czy wyraził jakieś zdanie w rezolucji i że to jest głos przedstawi- cieli ludu europejskiego, a tym samym głos europej- ski. Nie, nie jest. Mówi się bardzo często, że Unia to jest nie tylko pewien system instytucjonalny tylko unia wartości, co zresztą jest zapisane w artykule 2.

prof. Ryszard Legutko

Jeśli ta charakterystyka Unii Europejskiej jest słusz- na, a myślę, że jest, to niemożliwa jest jej reforma w kierunku większej demokratyzacji. Chyba że Unia Europejska stanie się państwem, a państwem się nie stanie. Kierunek ewentualnych zmian mógłby polegać na doprecyzowaniu tego, czym Unia Euro- pejska może być, żeby zachowała te wszystkie za- sady, jakie są zachowane w państwach członkow- skich. Na przykład rozdział władz, którego w Unii nie ma. Chciałbym jeszcze dodać słowo o Parlamencie Europejskim. Jesteśmy najbardziej demokratycznym parlamentem świata, to są słowa, które często słyszymy w Brukseli czy w Strasburgu, w siedzibie Parlamentu Europejskiego. To są znowu kolejne sło- wa nieprawdziwe, ponieważ Parlament Europejski, mimo że jest wybierany w powszechnych wyborach, wybiera posłów, którzy są nieodpowiedzialni przed swoimi wyborcami. Jeżeli Parlament Europejski ma powiedzmy siedmiuset członków, z których mniej więcej pięćdziesięciu jest z Polski, to znaczy, że około sześciuset pięćdziesięciu posłów może decydować o tym, co się dzieje w Polsce, nie będąc w żaden spo- sób odpowiedzialnymi przed polskim elektoratem.

prof. Renato Cristin

Pan profesor Legutko mówi w zasadzie rzecz nastę- pującą. Kiedy patrzę na instytucje Unii Europejskiej, widzę, że są one coraz mniej europejskie zarówno jeśli chodzi o idee, które są dla instytucji paliwem, pokarmem, jak i zasady, którymi powinny się one kierować, jak trójpodział władz, demokratyczne pro- cedury. Należałoby więc postawić pytanie: co takie- go wydarzyło się z europejskim umysłem? Stajemy wobec takiej sytuacji mentalnej, którą opisał Allan Bloom w swojej słynnej książce Umysł zamknięty. Moim zdaniem Unia Europejska uległa swego rodzaju atrofii ze względu na to, że bardzo długo obowiązywała tam politycznie poprawna, antyeuropejska de facto myśl lewicowa, którą narzuciła inteligencja czy intelektualiści lewicowi opinii publicznej w Europie. Umysł europejskiej cierpi dzisiaj na taką wielona- rządową chorobę, której zasadniczym powodem jest chęć wykasowania tożsamości historycznej. Tę chęć, tę wolę anihilacji, unicestwienia duchowego instytucje europejskie wykazują we wszystkim, co robią. Kiedy instytucje robią coś źle, kiedy popełniają jakiś błąd, być może nie od razu się to w jakikolwiek spo- sób odbija na sytuacji, ale historia zawsze przedstawi rachunek. Dziś, niemal dwadzieścia lat po wprowadzeniu traktatu konstytucyjnego, historia wystawia za ten traktat Europie rachunek. Szczególnie w jednym punkcie, mówię tu o artykule 2, który przed chwilą zacytował pan profesor Legutko. To jest artykuł, w którym jest mowa o wartościach Unii Europejskiej. Dzisiaj historia wystawia rachunek za to właśnie i czyni to poprzez Europę, która jest wyrażona i repre- zentowana przez pewne narody pełne cnót, choćby Polskę. W ten sposób zgłasza poważną krytykę nie tylko wobec samego sposobu zarządzania administracją w Unii Europejskiej, ale w ogóle wobec całego podejścia teoretycznego, które Unia przyjmuje.

Wiele problemów tego umysłu europejskiego, czyli de facto społeczeństwa europejskiego, bierze się właśnie z tego artykułu 2, w którym brak jakiejkolwiek wzmianki o tradycji religijnej, o dziedzictwie judeochrześcijańskim. Dlaczego Jan Paweł II tak bardzo walczył o to, choć niestety na próżno, by taka wzmianka tam się pojawiła? Robił to nie tylko w obronie naszej tradycji religijnej, co jest całkowicie słuszne, ale również dlatego, iż rozumiał lepiej i wcze- śniej niż wszyscy pozostali, że jeśli Europa zlikwiduje swoje tradycje religijne, swoją tradycję, swoją historię, to stanie się pustką duchową. Ten artykuł, który nosi tytuł Wartości Unii, wylicza ileś zasad, pozytywnych wartości, mówi o godności człowieka, o demokracji, o równości, o roli prawa, o poszanowaniu praw człowieka, w tym również praw mniejszości. W tym artykule czytamy, że wartości te są wspólne wszystkim państwom członkowskim. Są one w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz równości kobiet i mężczyzn. No i w porządku, jest to jak najbardziej stosowna lista. Na pewno można się na nią zgodzić. Gdzie mamy te fundamentalne wartości będące podstawą zachodniej cywilizacji? Gdzie one są w tym artykule? Cnota, prawda, własność, wolność i nienaruszalność człowieka, poczucie transcendencji, tradycja religijna, tożsamość historyczna narodów europejskich? Tego wszystkiego w tym artykule nie ma. Ten artykuł, jak mówił profesor Legutko, jest swego rodzaju deklaracją, ale też jakimś zastraszeniem, ponieważ on się wiąże dokładnie z artykułem 59, według którego, jeżeli Rada stwierdzi wyraźne ryzyko poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2, to ta właśnie Rada może podjąć pewne sankcje wobec tego pań- stwa. Ten przepis ma mieć działanie odstraszające, ale tylko wobec państw członkowskich, wobec po- szczególnych narodów, ponieważ sama Komisja czy Rada, czy też Parlament jako ustawodawcy wspólnie czy prawodawcy, traktują siebie jako legibus solutus, czyli instytucje będące ponad prawem przez siebie stanowionym. To jest według mnie zasadniczy pro- blem. Instytucje europejskie wyposażyły się, i to jak najbardziej słusznie co do zasady, w narzędzia, któ- re mają zapobiegać naruszaniu wartości europejskich. Tym, kto ma ustalić, że zasady są naruszone, jest prawodawca, czyli albo Rada, albo Komisja, albo Parlament. Pamiętajmy, że ten prawodawca, to jest pewien zbiór instytucji politycznych i w związku z tym on sam porusza się wewnątrz pewnej dynami- ki politycznej, a przez to może być stronniczy. Może przyjmować pewne ideologiczne czy polityczne stanowiska, które będą sprzyjały jednej stronie, a szkodziły drugiej. Kto ma stanowić, że doszło do narusze- nia? Kto ma nakładać sankcje? Ten zapis już nie jest tylko problemem, ale wręcz powodem do podejrzeń. To jest ogromne zagrożenie nie tylko dla całej Unii, ale w ogóle dla europejskich wartości obywatelskich.

Te instytucje mówią nam dzisiaj tak: „Spójność Unii Europejskiej jest niszczona, zagrażają jej te siły polityczne i te państwa, które sprzeciwiają się dyk- tatowi Parlamentu i Komisji”. Ponieważ Parlament i Komisja są instytucjami europejskimi, którymi zarządza sojusz partii ludowej i komunistów, to jasne jest, że te siły polityczne, które będą sprzeciwiały się dyktatowi tych instytucji, znajdą się po drugiej stronie sceny politycznej, a będą to siły konserwatywne czy liberalno-konserwatywne. To będą siły, które przejawiają się w narodach, w państwach, choćby w Grupie Wyszehradzkiej, ale nie tylko. Instytucje mó- wią teraz tak: „Spójność Unii jest zagrożona, a winę za to ponoszą ci, którzy sprzeciwiają się tej większości”. Tyle że jest to stwierdzenie z gruntu fałszywe, dlatego że rzeczywistym powodem tego rozdarcia jest sama Unia Europejska. Nie Polska, nie Grupa Wyszehradz- ka czy jakiekolwiek inne strony, które po prostu reagują na pewne błędy, które Unia Europejska popełnia. Niezrozumienie tej prawdziwej przyczyny wiąże się z dużym ryzykiem. Ale z dużo większym ryzykiem wiąże się wskazywanie nieprawdziwej przyczyny po to, by ukryć własne błędy, czy zakamuflować swoje ideologiczne intencje. A tak właśnie postępują instytucje europejskie. To stara komunistyczna teoria stale powtarzanego kłamstwa, które ma zamaskować rzeczywiste zamiary. Pan ambasador Huizinga mówił o tym w swoim wystąpieniu. Oczywiście to jest rów- nież teoria kozła ofiarnego. Dzisiaj takimi kozłami są Polska czy Węgry, a jutro, jak bardzo trafnie zauważył pan ambasador Przyłębski, może to dotknąć każde- go innego kraju, który nie będzie chciał podporząd- kować się tej aroganckiej ideologii przeważającej w instytucjach europejskich. Modus operandi tych- że instytucji jest tym, co ja określam jako nihilizm. Nihilizm i teoretyczny i praktyczny, ponieważ jest tu wyraźny zamiar unicestwienia duchowej tradycji Unii Europejskiej i chęć zastąpienia jej pewną pustką de- konstrukcyjną ponowoczesności i technobiurokracji. Umysł europejski zakażony jest wirusem nihilizmu.

prof. Ryszard Legutko

Polska jest krajem, który ostatnio bywa przedmio- tem niesłychanej krytyki w Parlamencie Europej- skim. Rzeczywiście mamy problem z tymi wolnymi dziennikarzami, bo oni są zastraszani, są obrażani, grozi się im wyrzuceniem z zawodu. Ale to nie są ci dziennikarze, o których mówi rezolucja Parlamentu Europejskiego. To ci dziennikarze, którzy są raczej nastawieni prawicowo. Oni mają bardzo trudną sy- tuację. To samo dotyczy sędziów, prawników, któ- rzy są przedmiotem niesłychanie brutalnego ataku w Polsce. Ale Komisja, Parlament nie są już tym za- interesowani. To jest przykład tej stronniczości. Par- tia VOX w czasie ostatniej kampanii wyborczej była przedmiotem ataków fizycznych. Kandydaci tej partii byli atakowani fizycznie przy, jak rozumiem, życzliwej tolerancji rządu hiszpańskiego. Ja tę sprawę próbo- wałem poruszyć na konferencji przewodniczących w Parlamencie Europejskim. Nic, żadnego zaintere- sowania, nawet specjalnie nie próbowali się tłuma- czyć. Panie profesorze, jak to wygląda z perspektywy partii mniejszościowej?

prof. Francisco José Contreras


Rację mają moi przedmówcy i pan, panie profesorze. Większość naszych zgromadzeń w Hiszpanii odbywa się pod ochroną policyjną, ponieważ ludzie rzucają w nas kamieniami, jesteśmy cały czas narażeni na ataki fizyczne, a Unia, jak do tej pory, nigdy się tym nie zainteresowała, nie zwróciła na to uwagi. Ta sytuacja jest absolutnie nie do pogodzenia z zasadami praworządności i demokracji europejskiej. Przygotowałem tutaj kilka myśli na temat nie tyle samej Unii Euro- pejskiej, co raczej moralnych, a nawet duchowych wartości i sytuacji w Europie. W jaki sposób one są w tej chwili uplasowane w Europie, biorąc pod uwagę zwłaszcza sytuację mojego własnego kraju, Hiszpanii i losów mojej partii VOX w Parlamencie Europejskim? VOX to hiszpańska ekspresja nowej prawicy, która w tej chwili dopiero powstaje. Ta nowa prawica bierze pod uwagę obecną sytuację, w której nowa lewica przywłaszcza sobie prawa do moralnej wyższości. Niesłusznie nazywani jesteśmy ekstremi- styczną prawicą i ugrupowaniem narodowościowym, nacjonalistycznym, ponieważ tak naprawdę działamy w sposób w pełni responsywny na wszelkie narusze- nia, na przykład praw pracowniczych. Powstaliśmy w 2014 roku z rozczarowania hiszpańskich obywateli z powodu nieusunięcia wszystkich ustaw wprowa- dzonych przez poprzedni rząd socjalistyczny w Hisz- panii. Chodzi o małżeństwa jednopłciowe, prawo do aborcji i tym podobne przepisy. Z tego powodu powstała nasza partia VOX i działa, aby podtrzymać nasze istnienie jako autentycznej prawicy, która jest zagrożona przez lewicę, ale również przez konkret- ne rządy poszczególnych regionów Hiszpanii. Jed- nocześnie reagujemy na rozbudowanie się wpływu Unii Europejskiej jako bytu ponadnarodowego, który umacnia swoje wpływy. Opowiadamy się przeciwko neomarksistowskiej ideologii, która tak naprawdę kreuje podziały mężczyzn, kobiet.

Dzietność w Hiszpanii spadła o 40 proc. w sto- sunku do realnej stopy zastąpienia. Jesteśmy więc u progu kryzysu demograficznego, ale także kryzysu związanego z napływem migrantów. Demograficzne samobójstwo to najbardziej autentyczne zagrożenie. Obecna kultura konsumeryzmu zaburza nasze postrzeganie przeszłości, kładzie nas w cieniu zarzutów dotyczących homofobii. Edmund Burke napisał kie- dyś, że naród to partnerstwo pomiędzy tymi, którzy żyją, tymi, którzy już odeszli, i tymi, którzy dopiero zostaną urodzeni. To partnerstwo zostało w poważ- nym stopniu zaburzone i zachwiane w Europie XXI wieku. Nasze motto dziś brzmi: carpe diem, żyj tak, jakby jutra nie było. Jednocześnie niektórzy zapomi- nają o tym, że teraźniejszość nie istnieje bez prze- szłości. Teraźniejszość jest również wspomnieniem przeszłości i wyglądaniem ku przyszłości. Mamy w tej chwili dzietność na poziomie 1,15 w Hiszpanii i nadal ona spada. Mamy 3,5 miliona mniej ludzi w wieku od 30 do 40 lat niż dwadzieścia lat temu. Za kilka dekad będziemy mieli coraz mniej młodzieży, a coraz wię- cej emerytów. Kto utrzyma starzejące się społeczeństwo?

Często zapominamy o świętości życia człowie- ka. W Hiszpanii od 2009 roku aborcja jest dostęp- na dla wszystkich, niemal na każde życzenie. Jed- nocześnie świętość życia ludzkiego i jego ochrona były kiedyś podstawowymi wartościami europejski- mi, które nie pozwalały na akceptowanie ani sepu- ku, ani samobójczych misji prowadzonych choćby przez dżihadystów. Kolonizacja przez Hiszpanów Ameryki Południowej położyła kres masowym ofia- rom z ludzi składanym przez wcześniejsze narody. Doktor Jérôme Lejeune powiedział, że jakość cy- wilizacji mierzy się przez szacunek wobec tych naj- bardziej bezbronnych. Jesteśmy przerażeni, kiedy słyszymy, że wśród Aborygenów australijskich mor- dowano do 30 proc. nowo narodzonych dzieci, aby dokonać kontroli populacji. Natomiast w Europie 20 proc. dzieci nie dożywa porodu ze względu na abor- cję. Odzwierciedleniem kryzysu modelu rodziny jest również eutanazja. W tej chwili w Hiszpanii zawiera się 40 proc. mniej małżeństw niż jeszcze kilkanaście lat temu. Europejczycy już nie są w stanie obiecać sobie dozgonnej wierności. Pary żyjące w związkach nieformalnych nie mają aż tylu dzieci i często mają również problemy z właściwym wychowaniem tych nielicznych. Życie postrzegane jest jako romantyczna wolność ludzi dorosłych. W związku z tym elity w Europie, Unii Europejskiej stwierdziły, że lukę demograficzną łatwo zapełnić migracją. Tak się to tłumaczy. Ze względu na bliskość geograficzną emigra- cja będzie napływa zwłaszcza z wybrzeży Afryki, które leżą zaledwie trzynaście kilometrów od południowych wybrzeży Hiszpanii. Dochody na głowę mieszkańca w Europie są siedemnaście razy większe niż w przy- padku obywateli poszczególnych państw afrykań- skich. W tej chwili mamy do czynienia z depopulacją Europy. Tymczasem ludność Afryki będzie wzrastała kilkunastokrotnie. W związku z tym presje migracyjne są nie do uniknięcia. Może to doprowadzić do dre- nażu naszych systemów opieki społecznej, ponieważ pracownicy są stosunkowo nisko wykwalifikowani i często niechętnie podejmują działalność zawodową. W związku z tym niegenerowany jest do- chód, a zaciągane są pewne świadczenia społeczne. Również nie wszyscy migranci chcą się asymilować z Europą. Zresztą Europa sama pogardza swoją przeszłością, dlaczego ma więc oczekiwać, że migranci przyjmą wartości i kulturę europejską. Nie. Europa uważa, że trzeba w pełni szanować kultury napły- wowej ludności. Jest taka teoria ojkofobia i ojkofilia, albo nienawiść do swojej przeszłości, albo dumna ze swojej przeszłości. To samo dotyczy ludności na- pływowej. Mamy strefy zasiedlone przez migrantów, choćby muzułmańskich, do których się nie wchodzi. Widzimy to we Francja, w Szwecji. Każdy, kto sprze- ciwia się Europie wielokulturowej, będzie nazwany od razu rasistą. Różnorodność została w tej chwili wyniesiona do wartości dobra samego w sobie, dobra najwyższego. Ale różnorodności nie widzimy ani w Norymberdze, ani w Marsylii, bo są to obszary ho- mogenicznie muzułmańskie. Chrześcijańscy osadni- cy uciekają stamtąd albo się islamizują. Giovanni Sar- tori powiedział, że nie zmierzamy do Europy, w której będziemy mieli harmonijne łączenie się różnych kultur, zmierzamy raczej do dżihadystycznej Europy. 90 procent muzułmanów żeni się z muzułmankami. Drugie pokolenie muzułmanów francuskich odczuwa siłę oddziaływania krajów pochodzenia swoich rodziców i dziadków jeszcze silniej niż sami rodzice czy dziadkowie. To jest oczywiście bardzo niepokojące w kontekście masowych napływów ludności poza- europejskiej i wielokulturowości. Polska i Węgry ciągle są stawiane pod pręgierzem, bo upominają się o własną tożsamość i chcą pobudzić własną dzietność, a nie zachęcać do migracji z zagranicy. Chcą wzmocnić rodzinę, chcą wzmocnić małżeństwo i ograniczyć aborcję. To powoduje wrogość względem Polski czy Węgier po stronie biurokracji brukselskiej, zwłaszcza w ostatnich latach.

prof. Ryszard Legutko

W tych ostatnich wypowiedziach mieliśmy bardzo krytyczną diagnozę stanu europejskiego ducha. Renato Cristin użył słowa nihilizm, Todd Huizinga w swojej książce mówi o duchowej pustce czy próż- ni, spiritual void, i to są oczywiście sprawy niezwykle ważne. Mamy dość ograniczone instrumenty, by to zmienić. Ja mówię my, my – politycy. Trzeba działać w tym kierunku. Natomiast zastanawiające jest to, co pan profesor Contreras powiedział o hiszpańskiej Partii Ludowej, która nie znalazła w sobie wystarczającej śmiałości, żeby odwrócić radykalne zmiany wprowa- dzone przez lewicę, które zresztą nadal następują.

To jest charakterystyczne dla wielu nie tylko partii, ale w ogóle grup, organizacji, być może również du- żej części Kościoła katolickiego. Brak wiary, że moż- na coś zmienić, ponieważ ten świat idzie w jednym kierunku. Mamy tu powtórzenie starej marksowskiej koncepcji nieuchronności historycznej. Czy chce- my, czy nie, musi nastąpić nacjonalizacja przemysłu i zwycięstwo komunizmu na całym świecie. Czy chcemy czy nie, to związki jednopłciowe, trójgende- rowe i tak dalej będą w całym świecie, bo to jest taka konieczność dziejowa. Stąd myślenie lewicowe zdo- minowało Europę i Unię Europejską. Zastanawiam się, czy ten projekt europejski, tak jak on wygląda w tej chwili, nie jest z samej swojej istoty lewicowy. Pan Huizinga mówił o utopii, że to jest tworzenie ja- kiegoś takiego nowego doskonałego porządku i my musimy w to wierzyć. Przypomnę, że w Unii Europej- skiej panuje zasada czy wyznanie wiary, które mówi o nieuchronnie jednoczącej się Europie, ever closer Union. Jeżeli jest ever closer Union, to znaczy, że regu- ły, które obowiązują obecnie, są regułami tymczaso- wymi, i że można je łamać pod warunkiem, że to nas przybliża do tego lepszego świata. Czy ten system, który stworzyliśmy, jest z samej swojej istoty lewicowy i dlatego są takie efekty? Jakie zmiany instytucjonalne są możliwe? Jaka jest rola sił konserwatywnych?

Todd Huizinga

To pytanie można postawić inaczej. Czy Unia Europejska może zostać zreformowana? No cóż, moim zdaniem zreformowanie Unii Europejskiej polegałoby na odebraniu części władzy instytucjom europejskim tak, aby była ona tym, czego pragnęli zawsze Europejczycy – organizacją dla bliskiej współpracy politycznej i gospodarczej pomiędzy demokratycz nymi państwami Unii Europejskiej z poszanowaniem suwerenności państw europejskich. Czy moż- na Unię Europejską na ten moduł zreformować? No cóż, uważam, że ten panel mówi o przyszłości prawi- cy europejskiej i roli Polski. Odpowiedź na to pytanie mogłaby być pytaniem: Od czego zależy przyszłość Unii Europejskiej? Podczas poprzedniego panelu mówiono dość dużo na temat możliwości polexitu, możliwości wyjścia Polski z Unii Europejskiej, pod- kreślając jednakże, że ze względu na polską historię i położenie geopolityczne nigdy nie zdecydujemy się na wyjście z Unii Europejskiej, do której aspirowali- śmy. Wśród polskich konserwatystów mamy do czy- nienia z taką silną tendencją, by z determinacją pró- bować reformować Unię Europejską od wewnątrz. Oczywiście podziwiam tę determinację i mam na- dzieję, że możliwa byłaby reforma Unii Europejskiej od środka. Jednakże nie jestem do tego przekona- ny. Ważne jest również to, by pamiętać o innej per- spektywie Polski. Gdy myślimy o Europie Zachodniej, o Wielkiej Brytanii, to wydaje mi się, że przekonanie co do suwerenności narodowej i potrzeby zacho- wania tradycji i kultury, które były podstawowymi motywami brexitu, są bardzo podobne do podsta- wowych motywów, którymi kierują się konserwaty- ści polscy, hiszpańscy czy konserwatyści w innych krajach europejskich. Motywacja jest więc bardzo podobna. Chcemy zachować polską tradycję, pol- ską kulturę, polską suwerenność. Te motywy same w sobie są bardzo zbliżone do tego, co spowodo- wało, że Brytyjczycy postanowili wyjść z Unii Euro- pejskiej. Powstaje pytanie, na które nie miałbym odwagi dać odpowiedzi. Przepraszam, że mówię to jako Amerykanin, ale chciałbym powiedzieć, że więk- szość Europejczyków z Zachodu, ale także w Europie Środkowej i Wschodniej, nie zdaje sobie sprawy, że przyjęcie członków dawnego bloku sowieckiego do Unii Europejskiej, czyli Polski, Łotwy, Estonii, Litwy, na zawsze zmieniło Unię Europejską. To jest jedna z przyczyn, dlaczego Unia Europejska w tej chwi- li stara się walczyć z konserwatywnymi rządami w krajach takich, jak Polska i Węgry. One bowiem odzwierciedlają środkowoeuropejskie poczucie tragicznej historii. Ze względu na tę tragiczną historię państwa te są bardziej wrażliwe na tragedię. Jesteście państwo bardziej wrażliwi, bardziej podejrzliwi wo- bec słabości ludzkiej, ale także wobec premedytacji i perfidii pewnych projektów politycznych. Dlate- go też Polska i Węgry są teraz celem ataków w Unii Europejskiej, gdyż ich historia i ich wiedza płynąca z historii pozwalają im dobrze zrozumieć, jaki jest prawdziwy duch tej ponadnarodowej utopii. Tak na- prawdę to jest dobry znak, że Polska i Węgry są pod- dawane atakom, bo pokazuje to, że trafiacie w sedno. Widzicie, na czym polega problem. Czy konserwatyści w całej Europie, a w kontekście naszej dyskusji w szczególności konserwatyści w Europie Środkowej i Wschodniej, mają determinację i wytrwałość dla pozostania w Unii Europejskiej, po to by ciągle walczyć o reformę? Czy konserwatyści w całej Europie mają odwagę niezbędną do tego, by walczyć, by nie akceptować tej utopii, tego progresywizmu, tego supranocjonalizmu? Prawo i Sprawiedliwość, Fidesz, VOX, to wszystko są znaki odwagi w Europie. Życzę wam zatem powodzenia. Obawiam się jednakże, że prędzej czy później nadejdzie moment podjęcia de- cyzji. Wielu konserwatystów w Europie, którzy w tej chwili wcale nie mówią o wyjściu ich krajów z Unii Europejskich, będzie musiało tę dyskusję podjąć. To będzie musiała być otwarta, pełna debata w środowiskach konserwatywnych w różnych krajach członkowskich Unii Europejskiej.

prof. Ryszard Legutko

Na razie bardzo trudno znaleźć w obrębie Unii Europejskiej konserwatystów, ale rzeczywiście coś się dzieje, jest pewien ruch w tym kierunku. Myślę, że wszelkie działania integrujące siły konserwatywne w Europie powinny być kontynuowane. Jeżeli w poli- tyce nie ma jakiejś wyraźnej przeciwwagi i alternatywy, nie ma takiej siły, z którą należy się liczyć, to oczy- wiście ci, którzy mają władzę, będą robili to, co będą chcieli, tak jak robią do tej pory.

Upodmiotowienie wschodniej Europy, które na- stąpiło przez ostatnie lata, zmieniło trochę ten pejzaż polityczny. Ze wschodnią Europą mamy ten problem, że z jednej strony są ciągle te rezerwuary konserwatyzmu, a z drugiej są też silne kompleksy jako obsza- ru trochę peryferyjnego. To jest też wykorzystywane przez drugą stronę. Sądzę, że wzmacnianie czy rosnące ambicje realizowane prawem lub lewem, a głównie lewem, przez instytucje europejskie, biorą się stąd, że ich przedmiotem jest wschodnia Europa, która jest trochę gorsza, ale tego się oczywiście publicznie nie mówi. Atak na kraj znajdujący się w obrę- bie Europy Zachodniej było by znacznie utrudniony. Natomiast w przypadku rządów konserwatywnych ze wschodniej Europy ten atak wydaje się czymś na- turalnym. Tych gości trzeba po prostu ucywilizować. My tutaj toczymy też bój o równowagę kulturową w Europie. Profesor Renato Cristin reprezentuje Włochy. Włochy wydają się być takim krajem, który może wyraźnie zmienić tę siłę polityczną. Jeżeli będzie konserwatywny rząd na zachodzie czy południu Europy, to w ogóle inaczej wszystko będzie wyglądać. Jak pan to widzi?

prof. Renato Cristin

Myślę, że to pytanie jest bardzo dobrze sformułowa- ne, ale odpowiedź na nie jest niezwykle trudna. We Włoszech nastąpiło tworzenie się pewnego bloku politycznego, kulturalnego, który sam określa się mianem liberalno-konserwatywnego, abstrahując od tego, że termin „liberalny” to nie jest to samo co „liberal”, o którym mowa w Stanach Zjednoczonych. Nasi liberałowie to nie są „liberales”. Nasi liberałowie to są wolnościowcy w sferze rynkowej i konserwaty- ści w sferze zasad. Ten blok rządził Włochami przez wiele lat i do dziś stanowi większość wyborców włoskich, a mimo to od dłuższego czasu on nie rządzi już Włochami. Wcześniej mieliśmy rząd tak zwany ekspercki pod przewodnictwem premiera Montiego. Później rząd lewicowy Renziego, Letta i Gentiloniego. Następnie mieliśmy wybory, wygrała w nich de facto partia, która z całą pewnością ani nie jest libe- ralna, ani konserwatywna, tylko lewicowa. Mówię tu o Ruchu Pięciu Gwiazd. Powstały takie większości konieczne, potrzebne do stworzenia rządu, na którego czele stoi były przewodniczący, prezes Europejskiego Banku Centralnego, Draghi. Ta koali- cja tak naprawdę w żaden sposób nie odzwiercie- dla większościowego głosowania, jakie widzieliśmy w społeczeństwie, bo większość ma blok liberalno-konserwatywny, który w 2004 roku praktycznie zo- stał stworzony i zaistniał w świadomości Włochów i świadomości europejskiej.

Przechodząc do Europy, myślę, że mamy dzisiaj do czynienia z pewnego rodzaju obroną zasad przez instytucje unijne. Jest to całkowicie fasadowa obrona, bo za nią kryją się interesy ideologiczne, interesy władzy. Dziś utrzymuje się ona za pomocą propagandy i za pomocą gróźb. Jest to swego rodzaju miękki terror ideologiczny, który znakomicie wpisuje się w tę twardą władzę polityczną. Mówiąc o Polsce, o Węgrzech, o tym, co pozostaje z Grupy Wyszehradzkiej, trzeba powiedzieć, że jest w instytucjach europejskich względem nich pewien strach i pewien zamiar. Strach dotyczy tego, że to, co w tej chwili robią te państwa, niejako poszerzy się i zakazi te kraje bardziej podatne na ideologię europejską. Z drugiej strony jest taki zamiar, by kontrolować, by zdominować nie tylko politycznie czy gospodarczo, ale także ideologicznie i kulturalnie te kraje. Jeżeli komuś leży na sercu los Europy, jako pewnego bytu historycznego, duchowego, jako pewnego zbioru państw i narodów, to warto przywołać artykuł 2 traktatu jako pewien wytrych, który ma prowadzić do innych celów, ma być pewnym narzędziem, żeby potwierdzić tę wolę polityczną, ideologiczną związaną z zamiarem nihilizmu w Unii Europejskiej.

Wrogiem dzisiejszej Europy nie są instytucje europejskie, które z całą pewnością muszą istnieć i działać. Ale to, że dzisiaj działa to w sposób błędny, nieprawidłowy, to w tym de facto kryje się zdrada europejskich wartości. To jest ten główny wróg. Ten nihilizm europejski, w moim przekonaniu, dzisiaj został zinstytucjonalizowany, choć oczywiście nieoficjalnie i nie pod tą nazwą. Mówię tutaj o pewnej teorii, do której musimy się odnieść, o tym paradygmacie europejskim. I tak urzędowy nihilizm chce narzucić takie myślenie narodom europejskim, że metamorfoza jest koniecznością dziejową. W związku z tym one muszą się radykalnie zmienić. Co można zrobić wobec takiego podejścia? Poza samą odpowiedzią teoretyczną, którą tu starałem się zakreślić, to tym rozwiązaniem pragmatycznym, politycznym powinno być, moim zdaniem, ponowne połączenie się tych konserwatywnych sił politycznych, które dziś podzie- liły się na konserwatystów reformatorów i ludowców. Tylko w ten sposób będzie można pokonać ten nienormalny sojusz, tę anomalię w postaci sojuszu obecnie rządzącego Europą. W tej sferze ludowej jest wiele osób, które żywią przekonania konserwatywne, tradycyjne. Trzeba odszukać te osoby, ich wyborców i ich zwolenników, wyprowadzić ich z tego klinczu, który de facto niszczy Europę, czyli sojuszu socjali- stów i komunistów. Polski rząd jest pod tym wzglę- dem wzorem i przykładem. Kiedy mówimy o reakcji na to, co narzuca Unia Europejska, to ta reakcja jest naprawdę godna pochwały. Pokazuje pewną cnotli- wość wobec arogancji politycznej, a także przywraca żywotność europejskiej duszy i jest lekarstwem na obecną chorobę umysłu europejskiego. Polexit byłby dla Europy katastrofą. Nie zapominajmy, że Polska i Europa są ze sobą bardzo ściśle powiązane. Polska i Europa rozumiana jako zespół, jako zbiór duchowy narodów i państw. Przypieczętowaniem tego była bitwa pod Wiedniem, czyli kulminacja polskie- go wkładu w integralność Europy, w jej zjednoczenie żywotność. Właśnie z tego powodu polexit byłby dla Europy katastrofą.

prof. Ryszard Legutko

Rzeczywiście ten potencjał kulturowy i u nas, i w in- nych krajach istnieje. Trzeba działać w tym kierunku, żeby go zaktywizować. Ta druga strona też jest tego świadoma, stąd te ataki na nas na poziomie języka są coraz bardziej brutalne. Jeden z naszych ministrów użył wyrażenia „pedagogika wstydu”, przeciwstawił je pedagogice dumy. Określenie to zresztą zostało stworzone przez naszego kolegę Bronisława Wildsteina, który nie wiem, czy jest świadomy, jak bardzo narozrabiał politycznie. Zaprotestowała jedna z komisji Parlamentu Europejskiego, ponieważ – jej zdaniem – nie można używać takich wyrażeń. Ta awantura jeszcze się nie wylała na zewnątrz, ale niedługo się wyleje. Oczywiście pani przewodniczą- ca Komisji nie ma pojęcia, co ono znaczy, ale trzeba to w zarodku wytępić. Toczy się więc wojna kulturo- wa. Myślę, że nie ma kraju, gdzie byłoby to tak wi- doczne i gdzie brutalność byłaby tak widoczna jak w Hiszpanii.

prof. Francisco José Contreras

Tak jak słusznie powiedział Renato Cristin, postmodernistyczny marksizm jest oficjalną pseudoreligią Unii Europejskiej, staje się on ideologią o charakterze coraz bardziej totalitarnym. Oczywiście to nie jest taki sam totalitaryzm jak komunizm czy faszyzm. To jest nowy rodzaj totalitaryzmu, który niesie ze sobą nowe strategie, nowe formy i sposoby narzuca- nia. Niemniej jednak jest tak samo nietolerancyjny. Jak pan słusznie wspomniał, Hiszpania jest krajem, w którym ten neomarksizm poszedł najdalej. Dlatego tak ważne jest to, by te nowe partie powstawały i przeciwstawiały się temu neomarksizmowi. Zapisałem sobie kilka rozważań na temat polityki tożsamości. Otóż polityka tożsamości w czasie upadku Europy zasługuje na szczególną uwagę. W XX wieku mieli- śmy do czynienia z wojną domową między trzema ideologiami: liberalizmem, faszyzmem i komunizmem. W latach 1939-45 była to wojna światowa, a marksizm i liberalizm walczyły ze sobą w okresie po II wojnie światowej. Ten konflikt w XXI wieku zmienił się w konflikt cywilizacji. Zachód traci swoją hegemonię, a islam, Chiny i Indie zyskują większą siłę gospodarczo-polityczną i militarną. W tej chwili żyjemy w okresie, w którym cywilizacje ponownie odkry- wają kwestie fundamentalne. Udział Zachodu, jeśli chodzi o liczbę mieszkańców, zamożność, siłę go- spodarczą, cały czas się osłabia. Dlatego też ta ideologiczna wojna światowa jeszcze się nie zakończyła. Marksizm wcale nie zniknął w roku 1989. On się ponownie wymyślił jako polityka tożsamości. To jest walka pomiędzy tymi, którzy są poddawani opresji, i tymi, którzy za tę opresję odpowiadają. Teraz to już nie jest walka klas, teraz w neomarksizmie mówi się o orientacji seksualnej, o płci, o feminizmie, o walce z rasizmem. Walka z rasizmem miała sens do lat 60. XX wieku. To wówczas cele osób walczących z rasizmem zostały osiągnięte. A teraz te ruchy stały się właściwie toksyczne. Polityka tożsamości zastępuje zasady równych praw zasadami równych wyników. Jeżeli we wszystkich sferach będziemy mieli stosunek 50 do 50, to osiągniemy równość. A jeżeli nie będzie tego stosunku pół na pół, to nasze cele nie zostaną osiągnięte.

W Stanach Zjednoczonych widzimy, do czego doprowadziła polityka afirmacyjna, co dzieje się na uczelniach amerykańskich. Niektórzy kandydaci ze środowisk afroamerykańskich czy ze środowisk łacinoamerykańskich są przyjmowani na uczelnie, mając kilkakrotnie mniej punktów niż osoby o eu- ropejskich korzeniach. Nie wybieramy więc najbardziej utalentowanych, najbardziej zdolnych. Chcemy wypracować jakieś rozwiązania, które polegają na poprawności politycznej, na równości płci za wszelką cenę. Jeżeli Stany Zjednoczone są awangardą polityki tożsamości, to Hiszpania jest w awangardzie, jeśli chodzi o kwestie płci. Na przykład przemoc wobec płci jest tak naprawdę nowym rodzajem przestępstwa, ale zgodnie z definicją tylko mężczyźni mogą je popełniać. Nie jest to zgodne z zasadą równości. Nie ma tutaj również zasady domniemania niewinności. Bardzo wiele spraw sądowych toczy się wobec niewinnych mężczyzn. Przez ostatnie pół wieku Hiszpania cieszyła się równymi prawami kobiet i mężczyzn, a teraz okazuje się, że ten jeden z najbezpieczniejszych krajów świata zmienia te zasady. Nie mamy już równości, nagle twierdzimy, że mamy do czynienia z przemocą, z opresją wobec płci, a prze- cież tak naprawdę sytuacja kobiet w Hiszpanii wcale nie była zła. A zatem ten sukces polityki tożsamości należy postrzegać w świetle dwóch czynników. Mamy do czynienia z kognitywnym dysonansem. Nie ma opresji, więc musimy tę opresję znaleźć, nawet jeżeli ona jest niewidoczna. Kiedy już nie mamy do walki smoka, to nowy święty Jerzy szuka sobie przeciwnika, wymyślając smoki, czasami po pro- stu walczymy z powietrzem. Ta polityka tożsamości manifestuje się również w rosnącej nietolerancji dla osób, które walczą. Na przykład ludzie chcą walczyć z nami, nie dowodząc tego, że nie mamy racji, mówiąc nam po prostu, że nie mamy prawa wyrażać swoje- go zdania, bo z samego założenia jest ono seksistowskie albo homofobiczne. Jest to bardzo wpływowa pseudoreligia, bardzo szkodliwa z punktu widzenia przyszłości Zachodu.

I kolejne kwestia. Prymitywne religie polegają na wierze w środowisko, w kult żywiołu. Obiektem kultu jest nasza planeta, która staje się nawet ważniejsza niż rodzaj ludzki. Walczymy z paliwami kopalnymi, mówiąc, że to przyniesie nam zbawienie. Mamy w związku z tym do czynienia z bardzo błędnymi przepisami, takimi jak te dotyczące środowiska w Hiszpanii. Gdyby je zastosować, to okazałoby się, że przestalibyśmy poruszać się samolotami. Nagle w roku 2050 Greta Thunberg stałaby się najwyższą kapłanką Ziemi pokrytej całkowicie panelami słonecznymi. Wiemy, że temperatura na Ziemi od XIX wieku podniosła się o jeden stopień. Dzięki temu rodzaj ludzki może cieszyć się bardziej zieloną planetą, większą płodnością ziem. Do jakiego stopnia przyspieszamy my, jako ludzie, ocieplanie się klimatu? Wielu z tych proroków, zapowiadających katastrofę klimatyczną na początku XXI wieku, okazało się fałszywymi prorokami. Nic takiego się nie stało, nie mieliśmy do czynienia z takimi katastrofalnymi zjawiskami, jakie były zapowiadane. Ci, którzy twierdzą, że ocieplenie klimatu ma charakter antropogeniczny, powinni tak naprawdę promować również energetykę jądrową, a wcale tak nie jest. Oni nie chcą jej wspierać. Emisja dwutlenku węgla z Europy to tylko 9 proc. całości emisji na całym świecie. Chiny osiągają 30 proc. Europa już o 25 proc. zmniejszyła swoją emisję od 2000 roku. W tym czasie Chiny swoją emisję potroiły. Ale to Europa nagle ma Zielony Ład, który sprawi, że energia będzie jeszcze droższa. Niemcy tak naprawdę w tej chwili płacą najwięcej za energię elektryczną, co wpłynie na ich możliwości rozwojowe. Europa w tej chwili sama sobie przeczy, co może doprowadzić do samozniszczenia. Europa przeprasza za swoją przeszłość, ale przecież niewolnictwo było obecne we wszystkich cywilizacjach. Dlaczego tylko Zachód ma za to płacić? Na Zachodzie zmniejsza się dzietność. Zamiast walczyć o większą liczbę urodzeń, otwiera się swoje granice, niszczy swoją spójność społeczną, osłabia gospodarkę za pomocą Zielonego Ładu, który wcale nie wpłynie na klimat, tylko zniszczy go- spodarkę europejską. Chiny i Indie mają największy wpływ na sytuację klimatyczną. Mamy więc do czy- nienia ze spiralą śmierci. Nowa prawica jest światełkiem w tunelu. Może uda się nam powstrzymać ten upadek.

prof. Ryszard Legutko

W tej sytuacji trzeba pamiętać o kilku podstawo- wych kwestiach. Toczy się swoista wojna na słowa, czyli logomachia. Ten język kłamliwy, o którym mó- wiłem na początku, został nam narzucony. Pan pro Profesor Contreras dawał przykłady z Hiszpanii, więc myślę, że obowiązkiem naszym, mówię tu o tych, którzy uczestniczą w życiu publicznym, ale także o akademikach, pisarzach, ludziach kultury, jest nieuleganie temu językowi, nazywanie rzeczy stosownie do tego, jakie one są. Jeżeli więc mamy monopol ideologicz- ny, to trzeba to nazywać monopolem ideologicznym, a nie konsensualną formą demokracji, albo czymś podobnym. Jeżeli mamy kłamstwo, to trzeba to nazywać kłamstwem. Jeżeli jest stosowana przemoc, to trzeba to nazwać przemocą. To dotyczy również spo- sobu funkcjonowania Unii czy tych wszystkich przejawów polityki tożsamościowej i tych różnych rzeczy, które przecież również docierają do wschodniej Europy. Jeżeli przegramy wojnę na słowa, to przegramy ją w ogóle. Druga rzecz, to jest Unia. Wszystko wska- zuje na to, że sposób reformowania UE to ogranicze- nie jej zasięgu. Kolejna faza integracji, do której się przygotowują elity unijne, pogorszy tylko istniejący stan rzeczy. Wobec tego musimy być gotowi z bardzo konkretną ofertą reform Unii, z jednej strony uszczelniających, a z drugiej ograniczających. Wiem, że to jest potwornie trudne, ponieważ nikt nie lubi mieć swojej władzy ograniczonej i wszyscy wiemy, że wła- dza korumpuje, a władza nieograniczona korumpuje w sposób nieograniczony. Jakimś dziwnym trafem nie stosuje się to do Unii Europejskiej. Im ta władza jest tam większa, tym lepiej. Każda inna powinna być ograniczona, ale unijna powinna być rozszerzana. Otóż nie, unijna władza także powinna być ograniczona. O tym trzeba mówić otwarcie. Trzecia sprawa, potrzeba w Europie większej siły politycznej. Jeżeli tej siły nie będzie, to będziemy się spotykać gdzieś w katakumbach. Ja już w swoim długim życiu pamiętam podobne spotkania, więc za drugą odsłonę takiego romantyzmu bardzo dziękuję.